Panie Castellani, system jest dobry.
System jest dobry, co nie znaczy, że nie może być lepszy.
Przemyślenia Castellaniego na ten temat są proste: system jest zły, bo wyłapał trzy piłki po bloku Zaksy, a nie wyłapał jednej piłki po bloku Resovii.
Ja mam inne przemyślenia: przyjęto zasadę, że jeśli system wyraźnie wskazuje na blok, to zmienia się decyzję; jeśli system nie wskazuje wyraźnie na blok, podtrzymywana jest pierwotna decyzja. To sprawiedliwe rozwiązanie, acz niedokonałe.
Ja mam pretensje do sędziego o coś innego. Regulamin pozwala sędziemu sprawdzić ostatnią piłkę w secie nawet w sytuacji, gdy drużyna nie ma już prawa zgłaszania weryfikacji.
Powaga roli sędziego nakazywała, by ten "z urzędu" zapoznał się z zapisem, gdy pojawiły się wątpliwości.
Ktoś powie: "Przecież sędzia był pewien swojej decyzji!". Skoro tak, to powinien stracić prawo do sędziowania w kolejnym sezonie. Nie potrzeba nam niedowidzących, zadufanych w sobie sędziów. Bez względu na dotychczasowe zasługi: "Nie widziałeś potrzeby sprawdzenia? Byłeś zadufany w sobie, choć mogłeś się upewnić? Spadaj! Popełniłeś grzech pychy. Nie jesteś nam potrzebny". Siatkówce nie są potrzebne skandale, a sędzia nie ma prawa być aktorem widowiska siatkarskiego. Co najwyżej pokornym sługą tego widowiska. Pokornym, to nie znaczy niestanowczym. Pokornym wobec własnej niedoskonałości. Bo niedoskonałość jest cechą każdego człowieka.